Ostania aktualizacja :


Stronę odwiedziło już

 


 

Wiadomości

 

 

 

Spotkanie posła F.Kaczmarka z białoruskim opozycjonistą

 

Poseł Filip Kaczamarek spotkał się 12 sierpnia br. w Poznaniu z młodym 19-letnim opozycjonistą białoruskim Franakiem Wiaczorką, który przed dwoma tygodniami był aresztowany w Mińsku za organizację ,,nielegalnej" demonstracji. Wówczas akcję solidarnościową i zbieranie podpisów za jego uwolnieniem przeprowadzili wśród mieszkańców Poznania Młodzi Demokraci, NZS '80 i biuro poselskie Filipa Kaczmarka. Podczas spotkania omówione zostały możliwości udzielenia pomocy działaniom białoruskiej opozycji demokratycznej oraz promowania idei Zjednoczonej Europy wśród Białorusinów.

 

Poniżej publikujemy wywiad z Franakiem Wiaczorką, jaki ukazał się w poznańskiej edycji "Gazety Wyborczej" (13.08.07.)

 

Uwolniony Białorusin podziękował za wsparcie

 

Rozmawiał Jacek Łuczak (Gazeta Wyborcza) 

 

Aresztowany dwa tygodnie temu w Mińsku student Franak Wiaczorka przyjechał do Poznania, gdzie zebrano najwięcej listów z apelem o jego uwolnienie. Na październik szykuje największą dotychczas demonstrację na Białorusi.

 

19-letni student Franak Wiaczorka jest synem jednego z liderów białoruskiej opozycji Wincuka Wiaczorki. Został zamknięty w areszcie pod koniec lipca na siedem dni za "niesankcjonowany mityng", który rzekomo zorganizował w centrum Mińska. Pod apelem o uwolnienie Wiaczorki podpisało się ponad 500 osób z całego świata. Najwięcej listów, bo aż 260 napisali mieszkańcy Poznania. Akcję pomocy dla studenta w Poznaniu przeprowadziły organizacje Młodzi Demokraci, NZS '80 i biuro europosła Filipa Kaczmarka. Paczkę z listami znajomi Franaka zanieśli do biura prezydenta Aleksandra Łukaszenki.

 

Jacek Łuczak: To był Twój pierwszy raz?

 

Franak Wiaczorka: - Tak, pewnie dlatego dostałem 7 dni, podczas gdy moi koledzy dwa razy więcej. Na Białorusi można dostać areszt za wszystko, a milicjanci zatrzymują bez tłumaczeń. Ludzie siedzą tylko dlatego, że myślą inaczej niż władza. Doskonale wiedzą, że za bycie w opozycji mogą stracić pracę czy studia. Areszt to wilczy bilet, który uniemożliwia podjęcie pracy w państwowej firmie, papiery idą do wszystkich instytucji. Na razie studiuję na państwowym uniwersytecie, ale w każdej chwili mogą mnie wyrzucić. Pierwszy raz jest najgorszy, potem już wiadomo, jak się zachować, co mówić. Teraz jestem silny i gotowy do walki, nie boję się Łukaszenki. Mogę stanąć twarzą w twarz z milicjantami.

 

Wracasz więc na Białoruś, nie emigrujesz?

 

- Ktoś musi zostać, żeby przygotować kraj do demokracji. Człowiek na emigracji nie zrobi nawet dziesiątej części tego, co może zrobić w kraju. Wyjechać jest najłatwiej. To dlatego młodzi ludzie emigrują [10 tys. Białorusinów studiuje na polskich uniwersytetach - przyp. red.]. Ale wrócą jako prawdziwi eksperci. Oczywiście nie wszyscy, lecz o każdego będziemy walczyć. W Białorusinach trzeba odbudować poczucie własnej godności, zmobilizować społeczeństwo. Na październik szykujemy największą dotychczasową demonstrację młodzieży. To będzie marsz europejski. A w przyszłym roku zorganizujemy setki takich demonstracji w każdym mieście. Trzeba też popracować nad ludźmi z aparatu państwowego, ukierunkować ich i przygotować grunt pod wyjście na ulicę. To może być koniec obecnego systemu.

 

Jaka będzie przyszłość Białorusi i jaką w niej widzisz dla siebie rolę?

 

- Jak będziemy mieli demokrację, to sami się będziemy kłócili jak politycy w Polsce, ale nikt za to nie pójdzie do więzienia. Pewnie będziemy mieli też lustrację. Z tą różnicą, że zrobimy ją od razu, a nie tak jak w Polsce po ponad 15 latach, kiedy nie wszystko da się sprawdzić. Siebie widzę w roli polityka. Wiem, że niedługo będziemy mogli normalnie żyć.

 

To wszystko brzmi optymistycznie. Wygląda na to, że demokracja na Białorusi jest blisko...

 

- Związek Radziecki padł praktycznie w jedną noc, więc i u nas może się to zdarzyć za chwilę. Myślę, że za rok już nie będziemy mieli tych kłopotów, jakie mamy dzisiaj. A wtedy Białoruś przekaże innemu państwu pałeczkę w sztafecie do demokracji.

 

Czy Polacy mogą jakoś w tym pomóc?

 

- Już robią bardzo dużo. Słychać u nas dwie radiostacje, ale na falach ultrakrótkich tylko w pasie przygranicznym, dlatego głębiej w kraju trzeba zbudować stacje przekaźnikowe. Powstaje telewizja satelitarna. A pamiętajmy, że władza na Białorusi cały czas z nią walczy. Każe rejestrować każdego, kto ma antenę. Polacy powinni rozpowszechniać informacje o sytuacji na Białorusi, kontaktować się z naszymi organizacjami, organizować seminaria, konferencje. Brakuje papieru i farby do drukowania pism i ulotek. Coś mamy, ale to nie wystarcza, potrzebujemy pomocy z zewnątrz. 

 

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

Copyright © 2006 CyberBob