|
Późnym
wtorkowym wieczorem, 29 kwietnia wyruszyliśmy do Brukseli na wycieczkę do
Parlamentu Europejskiego. Wyjazd, w ramach którego mieliśmy również spędzić
dzień i noc w Paryżu, zorganizował i zafundował poseł Filip Kaczmarek z
pomocą swoich nieocenionych poznańskich asystentów - Klaudii i Marka.
Podróż
do Brukseli minęła bardzo szybko i mimo zmęczenia niemal od razu byliśmy
gotowi wyruszyć na zwiedzane miasta. Ogromne wrażenie zrobiły na nas zabytki
i ulice Starego Miasta: Old England, Grand Place, Rue des Buchers, Galeries St
Hubert i St Catherine. Mieliśmy okazję zobaczyć, jak z Pałacu Królewskiego
wyjeżdża królowa Belgii - Paola - o dziwo z niewielką tylko kawalkadą
ochroniarzy. Każdy z nas zrobił sobie zdjęcie przy symbolu Brukseli - maleńkim
Manneken Pis.
Wieczorem
poseł Filip Kaczmarek zaprosił nas wszystkich do restauracji "Chez
Leon", byśmy mogli spróbować narodowych dań Belgii. Przyznam, że dość
długo wahałam się, czy spróbować specjalności tejże restauracji - małży
z frytkami. Zawsze wydawały mi się one za "żywe" na zjedzenie,
nawet ugotowane. Ponieważ jednak wypadało spróbować tradycyjnego dania Belgów,
spróbowałam i nie żałuję.
Po
"wyczerpującym" posiłku musieliśmy spróbować jak smakuje Kwak,
tradycyjne belgijskie piwo. Wrażenie robi nie tyle smak piwa (choć bardzo
dobry), co kufel, w którym się go podaje. Ma on bowiem kształt ni to probówki,
ni to klepsydry. Przy tak znakomitym trunku, poseł Kaczmarek opowiadał nam o
swojej pracy w Parlamencie Europejskim. Na własne oczy tej pracy mieliśmy
przyjrzeć się już kolejnego dnia.
Pobyt
w Parlamencie zrobił na nas wszystkich duże wrażnenie. Siedząc na balkonach
dla gości i przysłuchjąc się głosowaniom, które właśnie wtedy się
odbywały, miało się poczucie tego, że jesteśmy uczestnikami czegoś
naprawdę niezwykłego. Tutaj naprawdę czuło się, że my wszyscy jesteśmy
obywatelami Europy.
Zaraz
po wizycie w Parlamencie ruszyliśmy do Paryża. Dojechaliśmy tam dość późno,
lecz po kolacji u uroczego Gigi (który witał nas po polsku słowami : Dzień
dobry kochanie ! Masz piękne oczy ! - bez względu na płeć) ruszyliśmy na
nocne zwiedzane Paryża. Dzięki temu, że naszym przewodnikiemm był uroczy
Tomek Ruta, wycieczka ta pozostawiła w nas wszystkich niezapomniane wrażenia.
Najbardziej w pamięci utkwił mi widok na miasto ze wzgórza, na którym
znajdowała się Bazylika Sacre-Coeur. Wieczorne zwiedzanie zakończyliśmy po
"parysku", pijąc do samego rana wino u podnóża Sacre-Coeur.
Ostatniego
dnia Tomek poprowadził nas ulicami (i metrem) Paryża. Mogliśmy wjechać na
wieżę Eiffla, podziwiać dziedziniec Luwru, doskonałość Łuku
triumfalnego, a na koniec przespacerować się Polami Elizejskimi. Wyczerpani
wrażeniami z żalem wsiedliśmy do autobusu, który zawiózł nas z powrotem
do Polski.
Marta
Janas



|